Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oficyna Wydawnicza Foka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oficyna Wydawnicza Foka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 września 2012

Recenzja: "Pocałunek Kier" - Lynn Raven

Opis wydawcy:
Ekscytująca, dzika, pełna namiętności ­– najnowsza powieść fantasy autorki bestselleru „Pocałunek demona”!

Przy pomocy podstępu, Mordan, pierwszy dowódca armii wojowniczych Kierów, dostaje w swe ręce młodą Lijanas z ludu Nivadów. Na polecenie swojego władcy Haffrena ma dostarczyć uzdrowicielkę na dwór królewski.

Lijanas myśli jednak tylko o jednym – o ucieczce. Lecz gdy poznaje bliżej Mordana – słynnego „Krwawego Wilka” – ten zaczyna ją coraz bardziej pociągać. A on odczuwa to samo w stosunku do niej. Obydwoje czeka jednak śmiertelna niespodzianka…



Na naszym małym rynku wydawniczym pojawiło się już niemal wszystko. Moda zmieniała się co chwilę. Początkowo szał na wampiry, wilkołaki, następnie dystopie, steampunk, teraz zdaje się zaczyna królować literatura erotyczna, jednak fantasy nigdy nie wyjdzie z mody. "Pocałunek Kier" autorstwa znanej już nam Lynn Raven to właśnie taka powieść fantasy, powieść uniwersalna na te czasy, która powinna zaciekawić bez względu na obecnie panujące trendy.

Mordan, dowódca armii Kierów, udaje się z misją do Anshary w celu sprowadzenia młodej uzdrowicielki Lijanas z ludu Nivardów na dwór królewski. Ludy Kier i Nivar żyją w dość napiętych stosunkach. Mordan musi użyć podstępu by uprowadzić uzdrowicielkę. Zwabiona w pułapkę, dziewczyna staje się więźniem - więźniem, absolutnie nie uległym, nie posłusznym, nie skorym do współpracy ku rozwścieczeniu Mordana. Lijanas szuka okazji ucieczki. Bezskutecznie...
Lijanas i Mordan, jak można się domyśleć, nie przepadają za sobą, delikatnie rzecz ujmując. Jednak z czasem bohaterowie spojrzą na siebie w cieplejszy sposób... Droga do krainy Kier okaże się niebezpieczną wyprawą, a zapewniam, że to dopiero początek przygody.

To nie tylko wspaniała historia miłosna i zapierająca w dech przygoda. "Pocałunek Kier" to pięknie napisana książka, ten styl, ten język! A wszystko to w książce dla młodzieży. Oj tak, Pani Raven potrafi pisać, co już udowodniła w książce "Pocałunek demona" (również polecam!).

Główną stroną jest oczywiście fabuła i barwność, ale nie można nie wspomnieć o wspaniałych bohaterach.
Lijanas to silna, młoda i niezależna kobieta. Ja takie bohaterki lubię. To utalentowana i szanowana przez swój lud kobieta. Leczy nie tylko choroby ciała, ale i duszy. Ludzie jej bezgranicznie ufają. To dziewczyna, która swój zawód wykonuje z pełnym oddaniem i poświęceniem. Z kolei Mordan to przerażający mężczyzna, który początkowo wywołuje negatywne odczucia. To buntowniczy, zimny, władczy człowiek i dumny wojownik. Jest szorstki i nieprzyjemny, przez co czytelnik ma prawo myśleć o nim jako tym "czarnym charakterze". Jednak nasz bohater ma uczucia i serce. Podobały mi się relacje między głównymi bohaterami. Początkowo chłodne, wrogie i opryskliwe nastawienie przekształcało się powoli w coś pięknego. Rozwój tych uczuć był wspaniale opisany.
Pojawia się też cała gama tajemniczych i mrocznych istot, na widok których lepiej się nie zastanawiać, tylko brać nogi za pas. Sam sposób w jaki autorka je opisuje napawa mnie lękiem, ale i zaciekawieniem.. 

Fabuła jest niesamowita, akcja za akcją, niespodziewane zwroty w akcji, ta nieprzewidywalność, niepewność sprawia, że chcąc nie chcąc stajemy się niewolnikiem tej powieści. To niesamowita lektura - porywająca, uzależniająca, wzruszająca, wciągająca... Mogłabym tak wymieniać dalej. Mało jest takich książek, które potrafią uwieść od pierwszych stron, nie pozwalając na mały oddech. Po przeczytaniu ostatniej strony czuje się żal, przerażający smutek i uczucie pustki, że to koniec. Ale, ale... co szkodzi na ponowne wkroczenie w świat Kierów? Naprawdę, życzyłabym sobie natrafiać na same takie dobre powieści! Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję! Sądzę, że tak jak ja, będziecie nią oczarowani i jeszcze niejednokrotnie będziecie do niej wracać.

Na koniec mała dygresja: Dlaczego książki, które w pełni zasługują na uznanie i podziw, są tak nie zauważalne, a książki hucznie i na wyrost okrzyknięte bestsellerami są na ustach wszystkich? Ot, dziwny jest ten świat...

Ocena ogólna: 9/10

Za książkę dziękuję Oficynie Wydawniczej Foka.

czwartek, 3 listopada 2011

Recenzja: "Powietrze na śniadanie" - Jana Frey

Opis wydawcy:
Serafina waży 64 kilogramy, a mimo to czuje się nieszczęśliwie grubą. Chciałaby mieć sylwetkę piękna i smukłą jak jej przyjaciółka Ernestine lub jej siostra Maria. Postanawia więc spełnić swe pragnienie i pewnego dnia zaczyna się odchudzać. Jej myśli koncentrują się tylko wokół kalorii. Nic nie je. Głodówka ma zapewnić jej spełnienie marzeń. Los Serafiny nie jest przypadkiem odosobnionym, Tak w Europie, jak i w Polsce anoreksja zbiera coraz większe żniwo. Przejmująca powieść Jany Frey ukazuje, jak marzenia o pięknej sylwetce w łatwy sposób zamieniają się w błędne koło super-diet, z którego trudno się wyrwać i które często prowadzi do śmierci.




 Podążanie za modą może być zgubne. Zewsząd atakują nas reklamy, zdjęcia modelek o wręcz wychudzonych ciałach. Przerażający widok. Ponoć szczupłość jest w modzie, nie dotyczy tylko portfela. Jednak dzisiejszy świat dąży do tego kultu chudego ciała... 

Serafina to urocza nastolatka o "miłych" kształtach. Wcale nie gruba, chuda też nie. Dziewczyna miała serdecznie dość głupich komentarzy kolegów ze szkoły na temat swojej budowy ciała i postanowiła zrzucić parę kilogramów. Z początku Serafina jadła mniej i gdy schudła 3 kilogramy zapragnęła więcej. Więcej znaczy drastyczniej. Serafina jadła coraz mniej i mniej. W pewnym okresie prawie już nic nie jadła, kompletnie się zatraciła. Straciła kontakt z najlepszym przyjacielem, przyjaciółką, której próbowała dorównać, z rodziną. Zaczęła kłamać. Chować jedzenie. Jej organizm bardzo się osłabił. Wyniki w nauce bardzo spadły w dół. Straciła kontakt z otoczeniem. W końcu waga pokazuje przerażający wynik na wyświetlaczu...

To niesamowita książka, która niech będzie ostrzeżeniem przed drastycznymi "dietami", dążeniem do perfekcji. Serafina chciała się podobać, chciała podobać się zwłaszcza jednemu chłopakowi, któremu podobają się szczupłe dziewczyny. To między innymi przyczyniło się do dalszego odchudzania. Za wszelką cenę Fina chciała nosić mniejsze ubrania, mieć płaski brzuch i ani grama tłuszczu. Chciała przestać być "grubaską". Osiągając niską wagę, dziewczyna dalej brnie w głodówkę. Tutaj bez pomocy nie ma ratunku, a często przypadki anoreksji kończą się śmiercią.

Autorka tak wspaniale opisała ten problem Serafiny, której się nie potępia, wręcz chce się jej pomóc, wyciągnąć dłoń i wyrwać ją z tego koszmaru. Obserwujemy zachowanie bohaterki od początku "wali z kilogramami": motywację, determinację, stopniowe zatracanie się, aż w końcu utrata kontroli nad sytuacją. Wyjście z anoreksji to długa i ciężka droga....

"Powietrze na śniadanie" to wspaniała książka dla dziewczyn w każdym wieku, bo anoreksja (jak i bulimia) może dotknąć każdego. Nie uzyskamy tutaj jasnej odpowiedzi jak uniknąć tej choroby, ale przestrogę jak najbardziej. Nie warto się głodować. Warto być sobą.

Ocena ogólna: 9/10

Książkę dostałam od Oficyny Wydawniczej Foka, za co serdecznie dziękuję.

środa, 10 sierpnia 2011

Recenzja: "Istota cienia" - Susanne Rauchhaus

Opis wydawcy:
Młoda artystka Kira, stoi przed dużym wyzwaniem. Otrzymała propozycję odrestaurowania fresku, który znajduje się w pewnej starej posiadłości. Tam poznaje zagadkowych gospodarzy. Cyriel jest jednym z nich, ale dlaczego młody i atrakcyjny mężczyzna zachowuje się tak odpychająco? Skąd pochodzą cienie, które widzi Kira? Skąd odgłosy, które słyszy podczas swojej pracy? W Kirze wzbudza to pewne podejrzenia. Z czasem jednak zaczyna rozumieć, że została wciągnięta w pułapkę domu pełnego cieni.




Kira, bohaterka tejże książki, to młoda dziewczyna, która zmaga się z tajemniczą samobójczą śmiercią ojca i problemami finansowymi. Sytuacja nie jest wesoła. Dziewczyna wyprzedaje rodzinne rzeczy by mieć za co opłacić mieszkanie i wymarzone studia. W ten sposób poznaje mężczyznę, który podaje się za znajomego jej ojca. Zaprasza ją do swojej posiadłości i proponuje jej pracę przy odnowieniu pewnego obrazu. Kira zachęcona wizją niemałego zarobku, oczywiście się zgadza. 

Po przybyciu na miejsce, poznaje dość dziwną rodzinę, malarkę Annę, która również ma za zadanie "poprawić" fresk. Pomagać dziewczynom ma Cyriel, dość ponury chłopak, do którego wzdycha Anna. Cyriel i Kira niespecjalnie za sobą przepadają.  A skoro o fresku już wspomniałam... Obraz ten jest w piwnicy i również tam mają trwać prace, wśród ciemności. I tu cała sprawa jest niezwykle tajemnicza i mroczna. Tajemniczy jest fresk w piwnicy, który ma pewne elementy kompletnie nie pasujące do siebie. Tajemnicza jest rodzina, jak i cały dom, który skrywa, zapewne nie jedną, przerażającą tajemnicę. Jakie będzie rozwiązanie? Kim bądź czym jest tytułowa Istota Cienia? I co jeśli samobójcza śmierć ojca dziewczyny nie jest do końca jasna?

Jest! W końcu książka, gdzie nie mamy wampirów, łaków, wiedźm i innych podobnych postaci. Mamy za to tajemniczą i ciekawą historię o cieniach. Urozmaiceniem jest podwójna (początkowo) narracja - pierwszoosobowa z punktu widzenia Kiry i trzecioosobowa z punktu widzenia tajemniczej dziewczyny...

Główna bohaterka to postać, którą lubi się od samego początku. To normalna, niezależna, odważna i rozważna dziewczyna z ciętym językiem. Jej humor i odzywki wywoływały u mnie co chwilę uśmiech na twarzy. Cyriel z początku ponury, oschły, słowem nieprzyjemny, z czasem pokazał się z dobrej strony. Pozostali mieszkańcy to dość intrygujące postacie. Tego nie da się opisać, to po prostu trzeba przeczytać.

"Istota Cienia" to książka interesująca, wciągająca i na szczęście trzymająca w napięciu. Dawno nie wczytałam się tak mocno w młodzieżówkę. Fakt, że akcja rozwija się dość pomału, stopniowo, jednak kartka za kartką, strona po stronie... akcja brnie do przodu, coraz szybciej i szybciej, aż nagle orientujemy się, że to już koniec. A koniec? Satysfakcjonujący. 

Niezmiernie podobała mi się jak autorka podkreśliła atmosferę domu. Ten klimat, ta tajemniczość działały na moją wyobraźnię. Ciekawa jestem kolejnych dzieł autorki. Mam nadzieję, że pojawią się w języku polskim.
Dodatkowo plusem jest to, że książka ta nie ma kontynuacji, jest zamkniętą historią. W sam raz dla znudzonych ciągnącymi się w nieskończoność seriami czytelników. Pozycja ta zasługuje na cień uwagi. Wróć! Pozycja ta zasługuje na pełnię uwagi, nie tylko jej cień. Lepiej nie zadzierać z cieniami...

Polecam!

Ocena ogólna: 8/10

Książkę dostałam od Oficyny Wydawniczej Foka, za co serdecznie dziękuję.

środa, 15 czerwca 2011

Recenzja: "Anioły stąd odeszły" - Heidi Hassenmuller

Opis wydawcy:
„Wraz ze śmiercią babci Birgit umarła również miłość. Teraz to rozumiała. A jeśli anioły w ogóle istnieją, to babcia była jej aniołem. Kochała ją. Szkoda, że nie została jej aniołem stróżem.
Ciocia Renata wierzyła w anioła stróża. Czasami, jak powiedziała, czuła nawet muśnięcie jego skrzydeł. Pięknie!
Jeśli człowiek wierzy w anioły, to może również wierzyć w to, że jest chroniony. Że istnieje ktoś, kto w ostatniej chwili przeszkodzi mu wskoczyć pod nadjeżdżający pociąg. Że anioł stróż wyjmie innym z ust złe słowa i te prysną niczym bańka mydlana. Taki anioł mógłby również w decydującym momencie wyjąć człowiekowi z ręki bombę.”. 
Wyjątkowo poruszająca książka. Autorka w zaskakujący sposób ukazuje brak tolerancji wśród młodzieży. Każdego dnia na naszych oczach dyskryminuje się albo zabija ludzi z powodu ich odmienności. Życie szybko zweryfikuje takie postępowanie, a nienawiść zrodzi tylko nienawiść.


Merel całe życie uważała, że została adoptowana. Nie czuła się kochana przez własnego ojca. Ojciec jest bardzo surowy, wręcz można stwierdzić, że nie potrafi okazywać uczuć. Matka natomiast poddaje się mężowi. Niby ma własne zdanie, ale nie ma żadnego wpływu na zachowanie męża. Żyje w jego cieniu. Na szczęście dziewczyna ma swoje przyjaciółki, do czasu...

Bohaterka odkrywa na swoim ciele niepokojące łuszczenie, a skóra swędzi coraz bardziej. Z czasem skóra zaczyna pękać i krwawić, na co jej "oddane" przyjaciółki reagują ze wstrętem. Odrzucają dziewczynę, podobnie jak cała szkoła. Wszyscy brzydzą się dziewczyny. Merel cierpi na neurodermit, chorobę skóry, która nie jest absolutnie zakaźna, tylko dziedziczna. Dawni koledzy i koleżanki zaczynają ją prześladować i dokuczać na każdym kroku. W dodatku ojciec dziewczyny doszukuje się podobieństw do swojej siostry...

To naprawdę przejmująca książka o braku tolerancji i akceptacji. Problem ten dotyczy też rasizmu, homoseksualizmu... Ludzie są bardzo nietolerancyjni i autorka pokazała jak osoba prześladowana i poniżana może zostać zniszczona psychicznie. Merel przeszła piekło, w nikim nie znalazła oparcia, ani w matce, ani w siostrze. Była zdana sama na siebie. Starała się odgrodzić od tego wszystkiego niewidzialnym murem, ale mur też z czasem zaczął pękać... Jedynym "światełkiem" były odwiedziny u jej ciotki, z którą nawiązała nić porozumienia. Niestety, ojcu Merel nie podoba się ta zażyłość...

Kolejna książka o dość trudnej tematyce. Ludzie zawsze byli mało tolerancyjni. przy tym też złośliwi. Czytając tę książkę miałam nieraz łzy w oczach. Absolutnie wzruszająca pozycja, po którą warto sięgnąć. Ja tym samym wiem, że z chęcią sięgnę po inne książki Pani Heidi. Podoba mi się jej sposób poruszania tej ważnej i trudnej tematyki w książkach przeznaczonych dla młodszych czytelników. Warto zaznajomić się z dziełami Hassenmuller. Jak dla mnie autorka to mistrzyni w pisaniu książek o trudnych tematach.

Ocena ogólna: 9/10

Książkę dostałam od Oficyny Wydawniczej Foka, za co serdecznie dziękuję.



wtorek, 14 czerwca 2011

Recenzja: "Fałszywa miłość" - Heidi Hassenmuller

Opis wydawcy:
Piętnastoletnia Jo jest zrozpaczona. Nie dość, że rodzice się rozstają, to jeszcze razem z mamą musi wyjechać z Hamburga do Emmerich, małego miasteczka położonego w pobliżu niemiecko-holenderskiej granicy. Dla nastolatki to prawdziwa katastrofa! Dziewczyna tęskni nie tylko za swoją przyjaciółką, ale także za markowymi sklepami. Dobrze, że zostanie przynajmniej szybko zaakceptowana przez nową klasę, poza tym zaprzyjaźni się z nieco starszą Lisą, która właśnie spotkała mężczyznę swojego życia. 

Tiesto ma ponad dwadzieścia lat i rozpieszcza Lisę luksusowymi prezentami. Jo trochę jej zazdrości, ale niebawem poznaje malarza o imieniu Rene. Od razu świetnie się ze sobą rozumieją i dziewczyna zaczyna widzieć wszystko w różowych kolorach. 

Ich szczęście szybko zostaje jednak zmącone. Rene ma problemy ze swoim zleceniodawcą, dlatego prosi Jo, aby była możliwie jak najbardziej "miła" dla obleśnego Jana Lannerta. Przyjaciółka spełnia jego życzenie, ale budzi się w niej nieufność. I kiedy Lisa opowiada potem koleżance o swoich przeżyciach z Tiesto, ta postanawia wyciągnąć wnioski


 O takich historiach się słyszy. Każdego przerażają, zadziwiają, szokują... Tak samo zszokowała mnie ta książka. Naiwność dziewczyn, pogoń za łatwymi pieniędzmi, zaślepienie. To straszne, jak pragnienie kochania i bycia kochanym potrafi oślepić.

Rodzice Jo się rozwodzą. Dziewczyna wraz z matką wyprowadza się do małego miasteczka. Nowe miasto, nowa szkoła, nowi znajomi..., a w dodatku nowe, zdecydowanie niższe kieszonkowe. Jo dorabia roznosząc ulotki by zdobyć pieniądze na markowe ciuchy.
Drugą bohaterką, jest niewiele starsza Lisa. Osiemnastoletnia dziewczyna, która rozpoczyna praktykę w drogerii. Lisa to piękna młoda kobieta. Jest świadoma swojej urody, często też jej matka powtarza, że jej kapitałem jest uroda, a Lisa chce to wykorzystać. Lisa ma nadzieję na spotkanie bogatego i przystojnego mężczyznę swoich marzeń, który wyrwie ją z biedy.

Obie dziewczyny spotykają mężczyzn, do których oczywiście wzdychają. Jak się później okazuje, mężczyznom niekoniecznie zależy na ich miłości, a na ich ciałach. I Tiesto, i Renee, owinęli sobie dziewczyny wokół palca, a te spełniają ich "prośby". Czy w porę spadną im klapki z oczu?

Przerażająca historia, która może i nawet powinna być przestrogą dla młodych dziewczyn. To książka o nieodpowiedzialnych decyzjach i jeszcze gorszych konsekwencjach. Heidi ukazuje jak miłość potrafi być ślepa, a osoba dominująca w związku może łatwo wyciągać korzyści.
W tej powieści brakowało mi jedynie, choćby krótkiej wzmianki o rodzącej się przyjaźni dziewczyn. Choć z drugiej strony nie to było ważną stroną tej książki. Bohaterek nie darzę sympatią. Ich po prostu nie da się lubić. Ogółem przerażają mnie tak zaślepione dziewczyny.

Jak potoczą się losy dziewczyn? Czy jest dla nich szansa i czy w porę oprzytomnieją? Czy naprawdę tak trudno rozpoznać prawdziwą miłość? O tym przekonacie się już z książki. Myślę, że warto sięgnąć po książki o takiej tematyce. Tematyka książki zmusza do przemyśleń. Świetna lektura dla dziewczyn wkraczających w dorosłość i ich matek.

Ocena ogólna: 8/10

Książkę dostałam od Oficyny Wydawniczej Foka, za co serdecznie dziękuję.


poniedziałek, 23 maja 2011

Recenzja: "Pocałunek demona" - Lynn Raven


Opis wydawcy:
 Dawn po tragicznej śmierci rodziców wychowuje się u bogatego wujka. Ma wszystko oprócz miłości. Ta zaś zaczyna kiełkować w jej sercu od pierwszego spojrzenia, jakim obdarzył ją Julien. Młoda dziewczyna nigdy w życiu nie sądziłaby, że jej uczucie mogłoby być odwzajemnione. On jest nowym uczniem w liceum, niesamowicie pięknym ale i niestety nieosiągalnym. W Julienie tkwi mroczna tajemnica, która prowadzi Dawn do świata wampirów, a jej upragniony sen o miłości staje się… 


Dawn jest sierotą, jej rodzice zostali zamordowani, obecnie dziewczyną zajmuje się jej zamożny wuj. Co prawda wuja więcej nie ma jak jest, ale dziewczynie się powodzi. Ma wszystko o czym inni mogą tylko pomarzyć. Mimo że ma wszystko, niczego jej nie brak, ma wypasione auto, wspaniały dom, ciuchy, to czegoś w jej sercu brak...

W szkole, do której uczęszcza nasza bohaterka, pojawił się tajemniczy i nieziemsko przystojny chłopak o dziwnych, ale i pociągających oczach. Julien, bo tak się nazywa owy chłopak, jest aroganckim i pewnym siebie typem. Oczywistym jest, że wszystkie uczennice wzdychają do niego, a sam zainteresowany łamie im po kolei serca. Dawn, początkowo niezbyt zwraca uwagę na Juliena, jednak pewnego dnia...

Pewnego dnia chłopak podwozi motorem Beth, przyjaciółkę Dawn, na spotkanie przyjacielskie. Julien proponuje ku zaskoczeniu Dawn, przejażdżkę motorem. Zaskoczona dziewczyna zgadza się. Jednak szybko pożałuje podjęcia tak nierozważnej i głupiej decyzji. Otóż, chłopak ni stąd ni zowąd, chamsko wręcz zarzuca, że jest taka sama jak inne dziewuchy i na pewno też chce go poderwać. Po czym... wsiada na motor i zostawia ją samą. Co za dupek!

Od tego czasu Dawn i Julien żyją z sobą jak na ścieżce wojennej. Jednak do czasu. Chłopak ratuje Dawn przed pewną śmiercią. Dziewczyna jednak cały czas zastanawia się jak tego dokonał, bo była zbyt duża odległość, by Julien zdołał do niej dobiec i ją uratować. „Kim on jest?”, zastanawia się dziewczyna. Ku jej przerażeniu, odkrywa, że jej serce bije coraz szybciej na myśl o tym tajemniczym, acz aroganckim chłopaku. Julien, jak się później okazuje, również coś do niej czuje, jednak ten stara się trzymać ją na dystans. Z jakiego powodu? Mało tego, wszyscy jakby byli przeciwni ich związkowi, nawet wuj dziewczyny...

Oczywiście, nie będę tutaj pisać, że książka jest inna od reszty. Sama fabuła przecież w niczym nie wyróżnia się od innych. Jednak moim zdaniem warto sięgnąć po tę powieść.
Przyznam, miałam pewne obiekcje do tej książki. Myślałam, że historia będzie taka słodka i mdła jak znany już wszystkim „Zmierzch”. Na szczęście tak nie jest, mimo tego, że autorka w głównej mierze skupiła się właśnie na miłości. Autorka dodała też szczyptę erotyki co też niezmiernie mnie ucieszyło.

Bohaterowie absolutnie do polubienia. Z początku nie przepadałam za Julienem, jego zagrywki mnie irytowały, jednak z czasem naprawdę go polubiłam. Świat nadprzyrodzony również ciekawi. Nieco inne spojrzenie na wampiry, choć o lamiach już była mowa, sama uznałam to za świeżość, której ostatnio brak w paranormalach.

Książkę czyta się szybciutko, płynnie i bez zgrzytów. Styl autorki bardzo mi się podoba. Co podobało mi się najbardziej to poprowadzona narracja. Raz narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Dawn, a raz trzecioosobowa, która „śledzi” poczynania tajemniczej postaci. To nadało pewnej dynamiki książce i sprawia, że podsyca ciekawość.

Książka została wydana w 2008 roku, przez niemiecką pisarkę, niezbyt znaną jeszcze póki co u nas w Polsce. Wielka szkoda, że polskie wydawnictwa skupiają się na wydawaniu „bestsellerów”, które niekoniecznie są warte przeczytania, a nie zwracają uwagi na takie perełki, jak właśnie (oczywiście moim zdaniem) „Pocałunek demona”. W tym roku jeszcze ma ukazać się druga część trylogii, natomiast trzecia część w przyszłym roku (czemu tak późno?). Również w przyszłym roku Oficyna Wydawnicza Foka planuje wydać inną książkę tej pisarki – „Pocałunek Kier”.

Powieść ta intryguje, wciąga i zaciekawia. Tak właśnie, zaciekawia – jak autorka poprowadziła dalsze przygody tej dwójki. Ja z pewnością sięgnę po kontynuację, a wszystkich czytelników również zachęcam do poznania tajemnicy świata lamii. 

Ocena ogólna: 8/10

Książkę dostałam od Oficyny Wydawniczej Foka, za co serdecznie dziękuję.