środa, 20 kwietnia 2011

Recenzja: "Las zębów i rąk" - Carrie Ryan

Opis wydawcy:
Las Zębów i Rąk to jeden z największych bestsellerów gatunku literatury Young Adult ostatnich lat, porównywany popularnością do cyklu Zmierzch Stephenie Meyer, Dary Anioła Cassandry Clare czy Igrzyska Śmierci Suzanne Collins.
Las Zębów i Rąk przedstawia bardzo mroczną, a jednocześnie niezwykle wciągającą wizję świata po zagładzie, w którym młoda dziewczyna musi dokonać trudnych wyborów między tym w co wierzy, a tym w co każą jej wierzyć, między światem swoich marzeń, który zna tylko z opowieści matki, a krwawym ale znanym światem, który ją otacza. Musi też wybrać między tym, który ofiarowuje jej swoją miłość, a tym, któremu ona chce ją ofiarować.
W świecie, w którym nie ma nadziei, każdy wybór musi zostać okupiony dużą ofiarą. Tylko czy droga do spełnienia własnych marzeń okaże się warta poniesionych ofiar...?



Apokaliptyczne wizje zagłady świata w dziwny sposób mnie przygnębiają. Czy to w filmach, czy w książkach. Zawsze pozostaje wrażenie, że to może się kiedyś wydarzyć, wystarczy jeden groźny wirus... „Las zębów i rąk” to zarazem pierwsza książka z serii o apokaliptycznej wizji świata i debiut autorki, który moim skromnym zdaniem, jest bardzo udany.

Las zębów i rąk otacza małą wioskę. Mieszkańcy nie znają świata poza Lasem, to co jest Zewnątrz brzmi jak bujda, nierealne marzenie. Do wioski nikt nie wchodzi, a jeszcze lepiej, żeby też nikt nie wychodził... Wiedzą tylko tyle, że tam w Lesie, czai się zło, które tylko czeka na błąd mieszkańców, a jedyne co ich interesuje, to ludzkie mięso.

Akcja zaczyna się w momencie dźwięku syreny, która alarmuje zwykle albo na ćwiczenia, albo na zagrożenie.
Tym razem nie są to ćwiczenia. Ktoś został zaatakowany... Matka Mary. Została Zainfekowana, co oznacza jedno – śmierć i Powrót jako Nieuświęcona. Dziewczyna towarzyszy matce przez siatkę z bólem obserwując ostatnie chwile życia ukochanej osoby.

„W chwili pomiędzy śmiercią a Powrotem mojej matki przestaję wierzyć w Boga.”

Gdy Mary wraca do domu jej własny brat ma do niej pretensje, że pozwoliła matce Powrócić zamiast ją zabić. Informuje ją również, że wysyła ją do Sióstr. Tym samym, przekreśla jej szanse na założenie rodziny, w zamian oddając ją Bogu i Siostrom.

Siostry stoją na straży ładu i porządku. Mary nie potrafi się odnaleźć się wśród Sióstr, które jak się okazuje, skrywają wiele sekretów.
Marzeniem Mary jest zobaczyć ocean, o którym wiele razy opowiadała jej matka, jednak czy na pewno istnieje? Czy jest tylko płonną nadzieją? Myśl o oceanie napędza dziewczynę nadzieją i wiarą, staje się to jej obsesją i najważniejszym celem.

Mieszkańcy wierzą, że są ostatnimi ocalonymi ludźmi, gdy resztę świata spotkała zagłada, że na Zewnątrz nie ma już nikogo. A jednak pewnej mroźnej nocy ktoś z Zewnątrz wkracza do wioski, a jego obecność otoczona jest kolejną tajemnicą.

Mary staje się poprzez swoją dociekliwość niewygodna dla Sióstr. Te postanawiają, że Mary poświęci swe życie nie jako jedna z Sióstr, ale jako żona i matka. Zostaje zaręczona z Harrym, mimo że dziewczyna darzy gorącą miłością jego brata, Travisa, który z kolei jest zaręczony z inną dziewczyną.

„Myślisz, że chcesz miłości, Mary. Myślisz, że to piękny dar, które wypełnia cię i czyni całością; nic więcej. Ale mylisz się. Miłość potrafi być okrutna i zła. Może stać się mrokiem i powodować najdotkliwszy ból. (...) Nie rozumiesz, że życie w tej wiosce nie polega na miłości, lecz na poświęceniu?”

W wiosce panują pewne zasady, obrządki... Dzieci jest coraz mniej, a małżeństwa nie są zawierane z miłości, lecz z obowiązków rodzinnych, aby przedłużyć pokolenia... Jednak trudno jest myśleć o przyszłości, gdy w mroku czają się żarłoczne istoty a ich jęk jest przytłaczający.

Co będzie gdy siatki, któregoś dnia nie wytrzymają pod naporem żarłocznych Nieuświęconych? Czy Mary da radę ochronić bliskich?

Mary jest sprytną, ciekawską, waleczną dziewczyną. Jest też wrażliwa, owszem, ale pełna poświecenia. Muszę przyznać, że uwielbiam takie bohaterki, choć Mary nieraz wydała mi się samolubna. Jej jedynym celem było zobaczyć ten mityczny ocean. Podziwiam jej ambicje, naprawdę, ale odczuwałam, że jej obsesja się potęguje. Relacje między bohaterami były dla mnie takie realne. Wszystkie emocje działały na mnie. Czułam tą bezradność bohaterów, ich strach, nadzieję.

Narracja jest pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym, co potęgowało we mnie wrażenia i emocje wypływające z książki. Styl autorki bardzo mi się podoba. Ach, wielbiciele „IŚ” to coś dla Was. Będziecie się bać, wzruszać, ronić łzy, przeżywać każdy moment tej książki...
Sama fabuła, może nie jest aż nadto oryginalna, nachodzi przecież skojarzenie do filmu „Osada”. Osobiście filmu nie oglądałam, wiec nie wiem na ile jest zgodność fabuły, ale musicie przyznać, że czegoś podobnego jeszcze nie było. Atmosfera książki jest mroczna, wręcz momentami przerażająca.

Ta książka mnie uwiodła, oczarowała, niemal od pierwszej strony. Byłam wręcz uzależniona od niej, nie mogłam spać bo musiałam ją skończyć, by poznać finał tej przejmującej historii. Nie mogłam przestać o niej rozmyślać zarówno w trakcie czytania, jak i po. Przerwy w czytaniu były męką. Ja po prostu musiałam poznać zakończenie tej książki.
Dawno nie czytałam tak wspaniałej książki młodzieżowej. Bałam się, płakałam, przeżywałam tę książkę całą sobą, wszystkie emocje bohaterów odczuwałam dogłębnie. Z nerwów i tych wszystkich emocji obgryzłam paznokcie, niestety.

Ta powieść nie jest absolutnie schematyczna a tym bardziej przewidywalna. Co to, to nie! Nawet wątek romantyczny jest taki prawdziwy, delikatny, pełen poświęceń.
Nie jest to książka o kolejnym pustym wątku miłosnym z paranormalną otoczką, zamiast tego mamy chęć przetrwania, walkę o wolność, nadzieję, miłość, poświecenie, strach i... śmierć czającą się zewsząd.

Zakończenie w pełni satysfakcjonujące, gdy dobrnęłam do ostatniej strony poczułam ogromny smutek, że finał już za mną. Smuci mnie też nieco fakt, że następne części będą już nie o Mary, a o zupełnie innych bohaterach, jednak czuję, że będą równie fascynujące jak ta część. Seria trafia do mojego grona ulubionych książek.

Jest to świetna propozycja dla młodszych i starszych czytelników. Gorąco zachęcam do zapoznania się z tą pozycją, bo naprawdę warto. Jest to coś wyjątkowo świeżego. A gdy będziesz kiedyś w ciemnym lesie i usłyszysz za sobą chrzęst liści... uważaj na siebie, bo to mogą być Oni.

Ocena ogólna: 10/10
Jest to najlepsza książka, jaką czytałam w tym roku. Z całego serca polecam!

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Papierowy Księżyc, za co serdecznie dziękuję.

piątek, 15 kwietnia 2011

Recenzja: "Pocałunki wampira. Początek" - Ellen Schreiber

Opis wydawcy:
Nowy chłopak w mieście. 
Pogłoski o wampirach. 
I pierwsza, niebezpieczna miłość. 

Dwór na szczycie wzgórza wiele lat stał pusty, ale pewnego dnia okazało się, że ktoś w nim zamieszkał. Tajemniczy Alexander Sterling natychmiast stał się tematem plotek. Raven, zafascynowana wampirami gotka, usiłuje odkryć całą prawdę o skrytym Alexandrze. Kiedy go poznaje, zaczyna między nimi iskrzyć. Czy Alexander spełni jej największe marzenie? Miłość bywa pokrętna – zwłaszcza taka, która ożywa dopiero po zmierzchu… 


Wampiry, wampiry... Dochodzimy do tego momentu, że każdą kolejną książkę porównujemy do „Zmierzchu” Stephenie Meyer, jednak nie tą. Otóż, autorka Ellen Schreiber napisała ją na długo przed szałem na błyszczące wampiry, mianowicie w 2003 roku.

Bohaterka tej serii od dzieciństwa ma obsesję na punkcie wampirów, mrocznych klimatów, itp. Już w szkole, gdy nauczycielka spytała, kim chce być w przyszłości ta bez zastanowienia odrzekła, że wampirem, czym wprawiła nauczycielkę w konsternację.
Rodzice Raven są byłymi hipisami, wychowali córkę w klimacie dość mrocznym. Oglądali razem filmy grozy na czarno-białym telewizorze, jedli ciasteczka Twinkies, grali do znudzenia w gry planszowe. Jednak nic nie trwa wiecznie, zwłaszcza te miłe chwile... Wszystko się kończy, gdy na świat przychodzi jej brat, którego nazywa Małym Nudziarzem. Dodatkowo ku wielkiemu rozczarowaniu Raven, rodzice posyłają ją do... szkoły, gdzie bez przerwy wpada w kłopoty.

W szkole Raven częściej bywa w biurze dyrektora niż na lekcjach, a skoro Raven tak często tam przebywa przeszli już po prostu na „ty” z dyrektorem. Cała reszta szkoły uważa ją za dziwaka i odmieńca. Nie ma znajomych, oprócz Becky, jej najwierniejszej od dzieciństwa przyjaciółki, która traktuje ją inaczej.
Raven ubiera się na czarno, nosi glany, nawet usta maluje ulubioną szminką w kolorze czarnym, oczywiście. Im więcej czerni, tym lepiej.
W dniu jej „sweet sixteen” na mieście rozchodzą się plotki, że w opuszczonym, starym dworze ktoś zamieszka. Raven jest tym poruszona i zaciekawiona, bo w dawnych latach wkradała się do tej posiadłości, a teraz marzy jej się, że w tym dworze zamieszka nie nikt inny jak wampir! Całe miasto żyje tą nowiną, aż huczy od plotek. Okazuje się, że nowymi sąsiadami będzie rodzina, przypominająca wręcz... słynną rodzinę Adamsów! Rodzice, którzy nie wychodzą z domu za dnia, nie koszą trawnika, nie pielęgnują ogródka, lokaj Straszydło, który swoim wyglądem może przyprawić o zawał i w końcu syn, Alexander. On jest największą tajemnicą. Nie chodzi do szkoły, ponoć ktoś widział go w nocy na cmentarzu, jest trupio blady, a nocą nie wiadomo skąd pojawiają się nietoperze. Od razu miasto przypina mu plakietkę wampira. Oczywiście, nasza Raven jest tym zachwycona i postanawia poznać naszego uroczego Alexandra, by odkryć prawdę. Dziewczyna zbliża się do domniemanego wampira i spędza z nim niezapomniane chwile, i... jej serce bije mocniej. Czy Alexander może być wampirem? Czy obsesje dziewczyny nie przysłoni prawdziwego uczucia? Czy potrafi zaakceptować Alexandra takiego, jakim jest?

„Pocałunki wampira” to zabawny start nowej serii. Nie jest to kolejna książka o tym, jak kolejna zwyczajno-niezwyczajna nastolatka musi ratować świat, bliskich i siebie. Co to, to nie! Jest to zabawna, ciepła opowieść o akceptacji, miłosnych i szkolnych perypetiach uroczej gotki.

Raven to niesamowicie zabawna, wariacka, bardzo sprytna i piekielnie ciekawska dziewczyna. Jest też głupiutka, ale nie jest niedorajdą. Potrafi o siebie zadbać. Nie przejmuje się zbytnio opiniami innych, ma cięty język a jej odzywki z największym wrogiem ze szkoły, a zarazem wzorowym uczniem i gwiazdą szkolnej drużyny futbolowej, Trevorem mogą wywołać bóle brzucha ze śmiechu. Ich potyczki były najlepszym motywem z całej książki. Pomysły Raven są iście wariackie, a talent do pakowania się w tarapaty opanowała do perfekcji. Z kolei jej obiekt westchnień, Alexander, jest słodki, nieco dziwny, tajemniczy i taki nieporadny.

Bohaterowie niestety są płytcy, chociaż muszę być szczera, niespecjalnie mi to przeszkadzało. Traktuję tę książkę z dużym przymrużeniem oka, a nawet jako parodię. Czytałam ją niecałe dwie godziny z uwagi na jej małą objętość i wcale nie żałuję poświęconego jej czasu.

Nie potrafię stwierdzić, czy jest to książka z tych „na jeden raz”. Pewnie kiedyś zechcę ją ponownie przeczytać. Myślę, że książka najbardziej przypadnie do gustu młodym czytelniczkom, choć mnie, mimo że wiek nastoletni mam już dawno za sobą, spodobała się i to na tyle, że z przyjemnością sięgnę po następną część z tej serii „Miłość po grób”.

A na koniec jeden z cytatów, który spodobał mi się na tyle, że postanowiłam „sprzedać” go dalej:
- Księżyc dzisiaj taki piękny – zauważył.
-         Mnie się kojarzy z wilkołakami. Jak myślisz, czy człowiek może się zmienić w zwierzę?
-         W towarzystwie odpowiedniej dziewczyny tak – odparł ze śmiechem.